O mnie
IZA CZAJKA, ur. 1961 r., fizjolog żywienia i wiejskiego gospodarstwa domowego. Już w dzieciństwie wykazywała zainteresowanie naukami przyrodniczymi, szczególnie chemią. W podstawówce głód wiedzy zaspokajała radzieckimi książkami popularnonaukowymi z ulubionej przez nią chemii spożywczej i fizyki. Rozległa wiedza praktyczna i teoretyczna pozwalała w liceum zbierać nagrody na olimpiadach chemicznych. Już wtedy wszystkich zanudzała wiedzą praktyczną: dlaczego sól jest słona, świeży sok z marchwi po chwili robi się gorzki, co jedzą kosmonauci w stanie nieważkości i dlaczego cola rozpuszcza kamień nazębny. Niestety, nikt nie był specjalnie zainteresowany, dlatego postanowiła znaleźć partnerów do naukowych rozmów na wydziale Żywienia Człowieka i WGD i rozpoczęła studia w "szkole żon" profesora Bergera na SGGW. Nie nauczyła się tam dobrze gotować, za to zrobiła prawo jazdy na ciągnik, zdobyła tytuł inżyniera i magistra wyspecjalizowanego w fizjologii żywienia człowieka.
Po ukończeniu studiów rozpoczęła pracę w służbach sanitarnych, tropiąc nieuczciwych producentów żywości oraz ratując życie ludzi zatrutych grzybami, jako mykolog. Aby podwyższyć swoje dochody dorabiała atestowaniem gospodarstw ekologicznych i pisaniem do prasy kobiecej. Pewnego razu stał się cud i z młodszego asystenta laboranta zamieniona została w redaktora działu "dietetyka i forma" w magazynie kobiecym, konsultując większość tekstów o zdrowiu.
Spędzane w redakcji długie godziny w bezruchu sprawiły, że odkryła w sobie duszę sportowca i zaczęła biegać, grać w tenisa i uczestniczyć we wszystkich zawodach z maratonem w tytule. Przez ostatnich 10 lat, uzbierało się: 5 maratonów aerobiku, dwa rowerowe, dwa półmaratony z obiecującym czasem jak na paniusię w wieku balzakowskim.
Do eksperymentów nie straciła duszy, wręcz przeciwnie, jeden z większych to przygotowania do wyścigów biegowych, zwykle obejmujące szczegółowy plan treningu, wspomaganie i oczywiście dietę. Wszystkie te elementy sama układa i konsekwentnie realizuje, mając z tego ogromną przyjemność. Największe wyzwania jeszcze przed nią, jakie, nie chce zdradzić.
